Co gubią ludzie w stolicy

Co gubią ludzie w stolicy

Warszawa jest niewątpliwie miastem perspektyw – to największe centrum kulturalne, polityczne i rozrywkowe w naszym kraju, którego rozległość rynku pracy może przyprawić o zawrót głowy. Zdarza się jednak, że niektórym osobom w głowie zakręci się zbyt mocno i niemal zapomną, jak się nazywają – a przynajmniej zostawią w miejscu publicznym jakąś cenną lub… dziwną rzecz. W tym artykule, bazując na doświadczeniu pracownika przedsiębiorstwa zajmującego się sprzątaniem firm w Warszawie, przedstawimy kilka ciekawych rzeczy, jakie ludzie zgubili w ogólnodostępnych placówkach.

 

Dziwne przypadki spożywcze

Nasz rozmówca, Michał, zajmuje się sprzątaniem firm w Warszawie już od kilku lat. Na początku robił to jako osoba fizyczna, na umowę o dzieło – dorabiał w ten sposób do głównej pensji. Z czasem przeniósł się do profesjonalnej firmy, zajmującej się tego typu usługami. Jej klienci nierzadko pracują w nietypowych porach, w związku z czym Michałowi zdarzało się czasem sprzątać w takich godzinach, w których nikogo już nie ma w biurze. A przy tym odnajdywać przedmioty, których nikt nie chciałby zobaczyć…

Najbardziej utkwiły mu w głowie „zguby” spożywcze. Podobno pewnego wieczora, w jednej z placówek bankowych, za sofą przeznaczona dla oczekujących klientów natknął się w reklamówce na… świńską głowę. Trudno powiedzieć czy ktoś ją tam zostawił przypadkiem, czy chciał w ten sposób coś „przekazać” przedstawicielom banku. Nie mniej nasz rozmówca twierdzi, że zdarzało mu się w różnych miejscach odkrywać inne spożywcze skarby, takie jak drobiowe podroby, kilogramy wędlin czy całe reklamówki owoców lub warzyw. „Nic jednak nie mogło się równać z ta świńską głową – najpierw przerażenie, a potem śmiech. Nigdy tego nie zapomnę” – dodał Michał.

Jak ktoś mógł to zgubić…

W warszawskich firmach, w których na co dzień przyjmowani są klienci, można znaleźć kilka rzeczy, których na pozór nie dałoby się zgubić. „Wystarczy kilka lat posiedzieć w branży i można mieć na swoim koncie kilka bardzo interesujących znalezisk” – zdradza nam Michał, który za najdziwniejszą, odnalezioną przez siebie zgubę, uważa… protezę nogi. Do tej pory nie wie w jaki sposób ktoś mógł się jej pozbyć. Prawdopodobnie nie zapodział jej sam użytkownik, ale dokładnej historii przedmiotu nie dane było poznać naszemu rozmówcy. „Oddałem rzecz pracownikom firmy, oni potem weryfikowali monitoring. Nie wiem co działo się dalej” – zdradza. Dodaje ponadto, że podczas sprzątania firm w Warszawie natknął się jeszcze na kawałek szyny pociągowej, bieliznę, zabytkowe naczynie, a nawet… pistolet. „Tutaj nie było żartów, ale z tego co wiem, to osoba, która zapomniała tej broni, miała pozwolenie na jej legalne posiadanie” – zaznacza Michał.

Gubią też pieniądze

Statystyki nie zaskakują – Polacy najczęściej gubią telefony komórkowe, klucze, parasolki oraz portfele. Te ostatnie są cenne z różnych powodów – po pierwsze nosimy w nich najczęściej wszystkie ważne dokumenty, takie jak dowód osobisty czy prawo jazdy, a ponadto zwykle znajdują się tam też pieniądze czy karty płatnicze. Jeżeli chodzi jednak o gotówkę, to nasz rozmówca przeżył największy szok zaglądając nie do zagubionego portfela, ale… reklamówki. „To było jak z jakiegoś gangsterskiego filmu. Pracowałem wtedy jeszcze jako kierowca tramwaju i jak zwykle po ostatnim kursie robiłem obchód pojazdu. W jednym z zakamarków ktoś zostawił małą reklamówkę, a kiedy ją otworzyłem okazało się, że jest pełna banknotów!”. Okazało się, że wartość zguby to dwadzieścia tysięcy złotych. „Nikt jednak nie zgłosił się po tę gotówkę, więc zgodnie z prawem to ja zostałem jej właścicielem” – nadmienia Michał, uśmiechając się na to wspomnienie.

Artykuł powstał przy współpracy z Pozamiatane.

About Tomasz Sadowski