Eurokompromitacja Legii Warszawa

Kiedy Legia Warszawa wylosowała w fazie grupowej Ligi Mistrzów Real Madryt, Borussię Dortmund i Sporting Lizbona (jeden z najtrudniejszych możliwych zestawów), żadne typy bukmacherskie nie dawały jej nawet cienia szansy na wyjście z grupy. Patrząc na obecną dyspozycję „Wojskowych” mało kto odważył się nawet głośno mówić o awansie do Ligi Europejskiej z trzeciego miejsca. Ale chyba niewielu brało pod uwagę, że zarówno styl, jaki w pierwszych dwóch potyczkach zaprezentują Legioniści, jak i wyniki przez nich osiągnięte, będą aż tak kiepskie…

 

Spacerek wicemistrza Niemiec

Wszyscy widzieli w jaki sposób Legia awansowała do upragnionej elity piłkarskiej. Styl pozostawiał bardzo wiele do życzenia, wyniki, nawet z półamatorskimi zespołami, delikatnie mówiąc nie powalały na kolana, a i szczęście w losowaniu przyczyniło się do ostatecznego sukcesu (szczęście, na które już niedługo nie będziemy mogli liczyć w obliczu reform UEFY). Jednakże żadne typy bukmacherskie nie przewidywały aż takiego blamażu już w pierwszym spotkaniu na Łazienkowskiej – i to zarówno w sferze sportowej, jak i organizacyjnej…

Zacznijmy od kwestii czysto sportowych. Warszawianie zostali dosłownie zdemolowani przez będącą w gazie Borussię Dortmund, która wpakowała mistrzowi Polski sześć bramek nie tracąc żadnej, a i tak był to najniższy wymiar kary w tym dniu. Ktoś powie – trudno, nawet takie porażki mogą się zdarzyć w starciu z tak klasową drużyną. W końcu nie ma co czarować rzeczywistości i należy sobie wyraźnie powiedzieć, że nasza liga jest o trzy poziomy słabsza niż niemiecka (jeden z niemieckich ekspertów widząc grę Legii stwierdził nawet, że miałaby problemy z utrzymaniem w… 2. Bundeslidze). Trudno się z tym nie zgodzić, ale przecież nie o sam wynik tu chodzi. Bardziej raził w oczy brak stylu, zgrania, umiejętności, a nawet jakiejkolwiek woli walki. Można tu przytoczyć słynne internetowe stwierdzenie, które często jest przywoływane w podobnych przypadkach – tego nawet gwałtem nazwać nie można, bo Legia się nie broniła.

Właściciele Legii mieli jednak po tym meczu jeszcze jeden, może nawet większy ból głowy, za sprawą pseudokibiców, którzy tego dnia wszczęli burdy na trybunach i obrzucali wyzwiskami fanów gości. W efekcie takiego zachowania Legia Warszawa została ukarana bardzo dotkliwą karą – 80 tys. euro grzywny i zamknięciem stadionu na najbliższy mecz z Realem Madryt. A niezobaczenie Cristiano Rolnaldo i spółki z „Królewskich” na Łazienkowskiej to olbrzymia strata zarówno dla klubu, jak i kibiców. Trudno było jednak spodziewać się, że UEFA okaże jakąkolwiek pobłażliwość, gdyż wybryki fanów Legii to już „recydywa”.

Sporting bez stresu

Porażka z Borussią była gwoździem do trumny szkoleniowca Legii, Besnika Hasiego, który na Łazienkowskiej pracował zaledwie 3 miesiące. Zastąpił go niechciany wcześniej w Legii Jacek Magiera, który doskonale radził sobie na zapleczu Ekstraklasy z Zagłębiem Sosnowiec. Rzecz jasna 3 dni treningów to za mało, by zmienić oblicze mistrza Polski i choć w wyjazdowym starciu ze Sportingiem Legia wyglądała już nieco lepiej (jak mawia klasyk „momenty były”) i była nawet blisko zdobycia bramki, to ostatecznie przegrała 2:0, co z przebiegu gry wydaje się być sprawiedliwym wynikiem. W Lizbonie Legioniści pokazali jednak dużo więcej woli walki i jakości, co wydaje się byś niezłym prognostykiem przed kolejnymi meczami – również w lidze. A tutaj „Wojskowi” wciąż obijają się w dolnej części tabeli, czego przed sezonem nie mogły przewidzieć absolutnie żadne typy bukmacherskie.

Artykuł powstał przy współpracy ze Sportowy Ring.

About Tomasz Sadowski